C(o)URSE

Biegła. Przemierzała niezmierzony step, który nie miał końca. Przestała już uciekać, jednakże to nie było  wystarczającym powodem, by się zatrzymać. Bieg stał się celem samym w sobie, a kierunek nie miał tu znaczenia. Jej stopy uderzały rytmicznie o wypaloną ziemię, a włosy i skóra wyblakłe od prażącego słońca, przybrały nienaturalny odcień. Słońca, które nie zachodziło. Jej prześladowcy stali się towarzyszami, bez których ta podróż utraciłaby goryczkę. Myśliwy, który zapomniał o zwierzynie i ofiara, która oswoiła się ze swoim oprawcą.

Ze śmiercią.

Przy akompaniamencie wyjącego wiatru szukała kropli pragnienia, które przywróciłoby jej serce do życia. Kropli, od której zaczęłaby pragnąć. Doskonale wiedziała, że ta podróż nie miała żadnego celu, ale czuła, że jeżeli  zatrzyma się chociaż na ułamek sekundy, nieodwracalnie utraci siebie. Rozpłynie się w ramionach nienasyconego słońca, a chciwy wiatr porwie każdy ocalały okruch.

Pozbawiona czucia biegła poprzez martwy step, a cienie naśladowały każdy jej krok. Akt, który nie miał w sobie najmilejszego znaczenia.

MoRmi

BEZPŁODNOŚĆ

Jestem samotna i socjalnie upośledzona. Nie potrafię już tworzyć żadnych nowych, długotrwałych relacji czy ufać ludziom na tyle, żeby swobodnie spędzać z nimi wolny czas. Po 5 latach studiów nie zachowała się żadna znajomość, która pozwoliłaby mi na swobodny telefon do drugiej osoby. Nie ma również nikogo, kto by z własnej woli, spontanicznie chciał się ze mną spotkać chociażby na symboliczne piwo. Jednym skinieniem dłoni potrafię palić mosty i przecinać wątłe nici znajomości, jednocześnie nic nowego w zamian nie tworząc. Jestem pieprzonym introwertykiem, bezpłodnym w relacjach międzyludzkich. 

Tysiące stron książek i godziny anime nie zastąpią mi kontaktu z drugim człowiekiem. Odczuwam to coraz dotkliwiej, ale nie potrafię nic z tym zrobić. Za moimi plecami stoi zbyt dużo Cieni, które trzymają mnie na dystans od Światła. Paradoksalnie są jednak częścią mojego życia, bez których nie byłabym tą samą osobą. Wiem, że prawda o mnie oddzieliłaby nas jeszcze większym pustkowiem wzajemnej niechęci.
 
Tęsknię.
 
MoRmi

HUNGER

Nie nasycę ich pragnienia. Ich głód z każdym kęsem staje się coraz większy i większy. Nawet jeżeli dałabym im wszystko co posiadam, każdym najdrobniejszy kawałek, wciąż będą chcieli więcej.

Chcieli, żebym była grzeczna. Byłam.

Chcieli, żebym miała najlepsze oceny. Miałam.

Chcieli, żebym zdała maturę. Zdałam.

Chcieli, żebym zrobiła prawo jazdy. Zrobiłam.

Chcieli, żebym dostała się na studia. Dostałam się.

Chcieli, żebym uzyskała absolutorium. Uzyskałam.

Chcieli, żebym pracowała. Pracowałam. Pracuję.

Chcieli, żebym się obroniła. Obroniłam się.

Ale to mało. Wciąż mało. W dalszym ciągu nic nie osiągnęłam, nie mam żadnego talentu, nie mam dalekosiężnego planu na życie. Czuję nawet, jakby wymuszali na mnie spełnianie swoich marzeń i pasji, nie dla własnego rozwoju i satysfakcji, ale… właśnie, ale dla czego?

Tymczasem płoszę się jak zając, chowam na dnie nory trzęsąc się z powodu wymuszonych obietnic i oczekiwań, których wiem, że nie jestem w stanie spełnić.

MoRmi

INSIDE THE „HOUSE OF THE RISING SUN”

Czy jestem agresywna?

Bez wahania odpowiedziałam wówczas „tak”. Jednakże po chwili zastanowienia zdałam sobie sprawę, że „agresywny” to niewłaściwy przymiotnik. Nie chodzi o agresję w kontekście wrogości, czy przemocy, ale o ekspresję, dynamikę, a może nawet jaskrawość. Jestem chyba bardziej dzika i nieoswojona, niż agresywna. W pewnych kwestiach mam jasne poglądy i zasady, więc jeżeli komuś one nie pasują, nie potrzebuję jego sztucznej akceptacji.

Łagodność miesza się z gwałtownością, a miękkość serca z nieustępliwością i surowością. Mam na dłoniach aksamitne poduszeczki, ale i uśpione wewnątrz pazury. Różnica polega na tym, że nie boję się i potrafię posługiwać się obydwoma. Nie lubię, kiedy ktoś robi ze mnie potulnego, ale przez to śniętego i zupełnie bezbarwnego futrzaka. Już dawno zauważyłam, że wielu mężczyzn w pewnym sensie obawia się mnie. Kiedyś trochę mnie to frustrowało, nie w kwestii związków damsko-męskich, ale zwykłej międzyludzkiej relacji. Dziś doceniam tę przypadłość, bo implikuje ona naturalną selekcję.

***

Wyszłam z siebie, rozsiadłam się wygodnie w fotelu na werandzie z tlącym, pachnący tytoniem w dłoni i z lekkim uśmiechem przyglądam się swojemu życiu. Spuściłam je ze smyczy i tylko z zainteresowaniem obserwuję, dokąd mnie ono zaprowadzi. Nie reaguję, nie prowokuję, nie daję się sprowokować, po prostu słucham i obserwuję. Czuję tylko, jak krew toczy zażartą walkę z gęstniejącą smołą w moich rozgrzanych żyłach, a Cienie powoli budzą się z hibernacji i szczerzą srebrzyste kły na widok fali wzbierającego światła. Mam władzę jednym skinieniem dłoni zarówno skręcić im karki, jak i cofnąć ową jasność. Nie robię tego jednak, ale pozwalam im być.

Oh mother, tell your children
Not to do what I have done
Spend your lives in sin and misery
In the house of the Rising Sun
The Animals – „House of the Rising Sun”

MoRmi

THE DAY I REACHED LITERALLY NOTHING…

 …only survived.

Dzień. Życie.

Właściwie to nie wiem dlaczego jeszcze tu przychodzę. Jestem za „duża” na blogi, zbyt „poważna” by zajmować się internetowymi pamiętniczkami.

Pamiętnikami.

Po co pamiętać, skoro zdrowiej jest zapomnieć. W szkole jednak nie uczyli tej sztuki. Nie pokazali również na studiach, chociaż kilogramy faktów potrafiły parować szybciej niż szyby w samochodzie.

Płakałam w Norwich. Weszłam pod prysznic, puściłam gorący strumień i wyłam. Wyłam z żałosnej bezsilności, a szum wody zagłuszał każdą łzę. Przez chwilę byłam wśród ludzi, którzy rozumieli mój język, w miejscu, gdzie coś znaczyłam. Teraz wróciłam do punktu, przed którym uciekałam przez ostatnie 6 lat. Jestem tylko przerażona, że te ostatnie 5 lat studiów, w które włożyłam tyle pracy, siły i zaangażowania, nic nie znaczą. Kompletnie nic. Zero. Zrozumiałam, że kończę etap, po którym się zatrzymam. Właściwie to już stoję.

Słodkie przekleństwo, którym jestem karmiona od lat. Klątwa, która jest nierozłączną częścią mojego życia. Jałowa gleba, na której zdolne są wyrosnąć jedynie chwasty – kąkole pozbawione marzeń, celu i drogi. Step i mgła. Wieczna mgła.

Nie wiem co dalej. Nie wiem po co i którędy.

MoRmi