JESZCZE RAZ

Coraz intensywniej doświadczam negatywnego uczucia „bezpańskości”. Teraz już nawet w wirtualnym świecie zabrakło dla mnie miejsca i odebrano mi ten skromny kawałek sieci, który starannie uprawiałam. Kolejny raz zostałam zmuszona do przeprowadzki. Nawet nie zdążyłam spakować manatków, gdyż mylog natrętnie i złośliwie informuje mnie o błędzie serwera. Nie podoba mi się ta sytuacja, bardzo. Mam jednak nadzieję, że uda mi się odzyskać chociaż archiwum.

Czy coś się zmienia? Nieustannie. Rzeka życia płynie swoim tempem. Raz wlecze się nieznośnie, od czasu do czasu zahaczając o mielizny i dostarczając chwili wytchnienia,  to znów porywa swoim śmiertelnym prądem. Tobie zostaje wybór. Ryzykujesz i skaczesz, albo stoisz i patrzysz jak ucieka Ci sprzed nosa.

Jest zabawnie. Momentami owa wesołość przypomina bardziej histeryczny śmiech skończonego imbecyla, ale któż z nas nie jest po części wariatem?

Krakowski zimowy wieczór. Głęboko zakopana pod kocykiem, dopijając kolejny karton marchewkowego soku, bezmyślnie przewracam stronnice socjologicznej lektury. Co jakiś czas dyskretnie zerkam na kalendarz. Chyba zaczynam się niecierpliwić. Chyba na coś czekam.

MoRmi