PIĘKNA I BESTIA

„Pośród nieskończonego cyklonu, wewnątrz jego niewielkiego oka, klęczała stłamszona, rozczochrana, brudna i obdarta. Zmęczonymi dłońmi pospiesznie i nieporadnie zbierała z chodnika rzeczywistości resztki swojego roztrzaskanego kryształowego serca, które dotkliwie kaleczyły jej dłonie. Opustoszałe i zdemolowane ulice, zniszczone domy, zdarty asfalt i powywracane samochody nie robiły już na niej wrażenia. Była pochłonięta poszukiwaniem resztek serca do tego stopnia, że nie słyszała nawet wrzasku grasującego cyklonu.

Nagle poczuła, że nie jest sama. Gwałtownie zerwała się na równe nogi, bacznie rozglądając się dookoła. Z zaciśniętych dłoni, powolnym strumieniem sączyła się krew.  Łagodny podmuch suchego wiatru smagał jej brudne i zarumienione ze zmęczenia policzki, a prażące słońce bezlitośnie parzyło jej delikatną, białą skórę. Jej wzrok chaotycznie błąkał się po rumowisku, poszukując źródła niebezpieczeństwa. Zatrzymał się w końcu na zachodniej ścianie cyklonu, skąd przebijał się przytłumiony, złowieszczy pomruk. Jeszcze mocniej zacisnęła krwawiące dłonie, skuliła ramiona, zrobiła lekki rozkrok, który sprawiał, że jej ciało stało się bardziej stabilne, a na twarzy pojawił się bojowy grymas. Wiedziała, że to pułapka i tym razem nie zdoła uciec. Ryk stawał się coraz wyraźniejszy i głośniejszy, aż w końcu z otchłani wiatrów wyłonił się On. Był ogromny, jego czarne ciało wrzało i bulgotało jak gotująca się smoła i jedyne co można było dostrzec, to małe czerwone oczy z których sączyła się najczystsza nienawiść i śmierć. Powolnym krokiem zmierzał w jej stronę, ciągnąc za sobą wielki smolisty ogon, który wypalał rozgrzany asfalt. Czuła jak jej trzewia wykręcają się w panicznym lęku, ale za wszelką cenę starała się to ukryć. Bestia była coraz bliżej i bliżej, aż nagle przystanęła. Zatrzymała się kilka centymetrów przed nią i pochyliła swój wielki błotnisty łeb, omal nie dotykając jej twarzy. Niczym setki sztyletów, wpiła w nią swój pełen pożądania, morderczy wzrok. Odór, który uderzał w nozdrza Dziewczyny, był nie do wytrzymania. Na zmianę robiło jej się niedobrze i słabo, jednakże pozornie wciąż stała niewzruszona. Wyprostowała się, napięła mięśnie, rozluźniła dłonie, z których wypadły kawałki zakrwawionych kryształów, zebrała w sobie resztki odwagi i podniosła swój zmęczony wzrok. Wtem wielka paszcza rozwarła się, a z jej gardzieli wydobył się przerażający ryk, w którym zaklęty był wrzask, lament i ból milionów pożartych serc. Niczym wielka fala uderzeniowa granatu, eksplodującego tuż pod jej stopami, zmiotło ją i niby szmacianą kukiełką, targnęło kilkanaście metrów dalej.

Była w szoku, nie słyszała i tylko przeraźliwy pisk rozsadzał jej głowę, która stała się niewyobrażalnie ciężka. Zamknęła oczy i próbowała zrozumieć, co się z nią stało. Po krótkiej chwili poczuła, że bezlitosne słońce po raz pierwszy ukryło się za jakąś chmurą. Kiedy otworzyła oczy, nad sobą zobaczyła znajomą monstrualną postać, która rzucała nań swój cień. Wrząca smoła kapała na jej ciało i z sykiem wypalała dziury. Dziewczyna była tak niewyobrażalnie zmęczona, że już nawet nie czuła bólu. Nieporadnie i z wielkim trudem, podniosła się lekko i wsparła na łokciach. Jej nogi były bezwładne, niczym dwa drewniane kołki, przymocowane do jej korpusu. Czuła, że ma pogruchotane kości.

– Jesteś otoczona – warknęła Bestia w jej głownie, nie otwierając przy tym nawet pysku – już po tobie.

Dziewczyna rozglądnęła się dookoła i zobaczyła nacierającą watahę rozwścieczonych biesów. Była otoczona, ale o dziwo po raz pierwszy nie czuła przerażenia. Demony były tuż tuż, gotowe do skoku, kiedy nagle powietrze zaczęło gęstnieć. Dookoła zrobiło się nienaturalnie cicho, słońce stanęło w miejscu, wiatr umilkł, a stado morderców niespodziewanie zastygło w bezruchu, wyglądem przypominając woskowe figury. Dziewczyna skierowała swój wzrok na Bestię.

– Uciekaj stąd, bo cię zabiję – warknęło nagle czarne monstrum.

– Nie, nie tym razem. – odpowiedziała po chwili cichym, ale zdecydowanym głosem.

– Powiedziałem spierdalaj! – wrzasnął.

Milczała. Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech, który wyraźnie rozwścieczył Bestię, a która z rykiem zaczęła manifestować swoją siłę. Dziewczyna nie wiedząc dlaczego, czuła jednak, że ta rozdrażniona poczwara nie jest w stanie jej nic zrobić. Nie tym razem. Po dłużej chwili, widząc swoją porażkę, połknęła swój gniew i jeszcze bardziej nachyliła nad Dziewczyną swój cuchnący łeb.

– Dałem ci szansę, ale ty jej nie wykorzystałeś, ludzkie ścierwo. To jest twój koniec, słyszysz? Przegrałeś! – po tych słowach, monstrum naprężyło ciało i złorzecząc, skierowało się w stronę zachodniej ściany cyklonu, skąd przybyło.

Dziewczyna, z tym samym delikatnym uśmiechem, opadła z powrotem na asfalt i obserwowała pogrążone w bezruchu niebo.

– To jest dopiero początek… – odrzekła niespodziewanie, nie odrywając wzroku od słońca, które przestało ją razić – …i to ty przegrałeś, mój kochanku.

Jej słowa sprawiły, że Bestia stanęła jak wryta, oszołomiona dotkliwym ciosem. Czas ponownie ruszył, a zmrożone podczas skoku, stado biesów znów ożyło. Rzuciły się na nią i w szale rozszarpywały ciało. Niczym wygłodniałe hieny, walczyły między sobą o każdy kąsek. Dziewczyna, mimo przeraźliwego bólu, z uśmiechem, przepełniona spokojem patrzyła w stronę ognistej kuli zawieszonej na błękitnym sklepieniu. To był jej koniec. Śmierć, o której zawsze marzyła, a na którą nigdy nie starczało jej odwagi. Wiedziała, że dzięki niej znów może się odrodzić.

– Smacznego – rzekła z nutką ironii w swoim głosie – nażryjcie się w końcu tą trucizną, którą przez tyle lat same mi wstrzykiwałyście.”

Sesja idzie, jak zresztą widać.

MoRmi