aNGIELSKO

Kiedy cudze łapki grzebią mi w sercu, gniotą, wyciskają krew i rozkrawają żywcem na mniejsze porcje, automatycznie robię się bardziej brutalna, dzika,  niedostępna i… samotna. Przybieram maskę nieczułej i niezależnej modliszki, skrzętnie ukrywając swoją wrażliwość, która jest dla mnie synonimem słabości. Moje serce jest głupie i naiwne, bo rozdaje i ufa, a potem tygodniami, oszołomione i obolałe zbiera się z asfaltu rzeczywistości.

A ja nie chcę już dłużej sama sobie ze wszystkim radzić, bo w tak naprawdę sobie nie radzę. Zostałam wrzucona w sam środek gniazda os, ale mimo to jestem nienaturalnie spokojna. Odpoczynku nie ma i nie będzie, czym nie jestem zawiedziona, bo i tak nie liczyłam na zbyt wiele spokoju. Odnajduję się tu lepiej, niż w poprzednim roku mimo, iż  pracy wciąż brak.

MoRmi