SKURCZ MÓZGU

Powoli przyzwyczajam się
do swej nieobecności,
powoli przyzwyczajam się
do swej obojętności i tak
czasem sobie myślę, że
lepiej byłoby gdyby nie było mnie,
a może nie
a może właśnie mylę się


i tak sobie myślę, że
wszystko czego pragnę, czego chce
spala się
zanim wyciągnę po to ręce
spala się

/Happysad „Odpocznijmy”/

Mam pogmatwane życie, zawsze miałam, a wszystko to sponsorowane jest przez popieprzony temperament i wrodzoną zdolność komplikacji nawet najprostszych drutów.  Nigdy nie zdołam kierować się sztywnymi, ale za to właściwymi zasadami i wartościami, które tyle razy tłoczono mi do głowy. Jestem niereformowalna. Zostałam wyposażona w wyjątkowo słabe klocki hamulcowe, naiwną i nadmierną ciekawość, niecierpliwość oraz ośli upór, które to zazwyczaj prowadzą do katastrof. Nie osiągnę świętości, wiem o tym i chyba powoli zaczynam się oswajać z tą myślą, która o dziwo uspokaja mnie, a momentami przynosi nawet ulgę. Za dużo we mnie brudu i uczucia przyjemności z zabawy w ciepłym błotku. Nie widzę sensu dalszego użalania się nad własną indolencją, użerania z tymi samymi od lat popełnianymi błędami, czy usilną i bezskuteczną próbą stworzenia ideału, z którego wszyscy będą w końcu zadowoleni. Jestem człowiekiem i nic już na to nie poradzę.

Chcę w końcu iść swoją drogą, upadać i popełniać błędy, ale dzięki temu odnaleźć ten upragniony cel i sens. Czuję się osądzana i zaszczuta zasadami, chociaż z natury dobrymi, to jednak często błędnie interpretowanymi. Wiem, że postępuję źle, ale jednak wciąż tli się we mnie potrzeba wolności i dobra. Może i ryzykanci nie żyją wiecznie, ale za to ostrożni nie robią tego w ogóle.

Z lekkim przerażeniem odkryłam ostatnio, że staję się niewyobrażalnie nadpobudliwa, ruchliwa i nieobliczalna, kiedy robi mi się zbyt dobrze lub za bardzo się mnie rozpieszcza.

Ratuj się kto może, zima idzie!

MoRmi