COROCZNY SPĘD BYDŁA

Nie będę oryginalna, ale i tak to napiszę.

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, czy jak kto woli WOŚP, czyli coroczny wybuch miłości, dobroczynności i masowy spęd bydła.

Zupełnie nieświadoma niedzielnych wydarzeń, jak gdyby nigdy nic, późnym wieczorem wsiadłam do autobusu. Przyklejając się do szyby i łapczywie pochłaniając przemykające za oknem obrazy, mimo swojego zawieszenia spostrzegłam, że miasto wygląda nieco inaczej. Wszystko wyjaśniło się na moim przystanku docelowym, kiedy to zostałam zaatakowana kolorowymi puszkami przez zgraję nastolatków, wrzeszczących: Dopiero wtedy opadły mi z oczu klapki i niespodziewanie zaczęłam dostrzegać setki rozwrzeszczanych plakatów, przypominających o tym wydarzeniu. Jakim cudem wcześniej ich nie zauważyłam? Nie wiem, to jest chyba mój kolejny niewytłumaczalny fenomen.

Szczerze mówiąc, jeszcze chwila a rozszarpałabym na strzępy tych wolontariuszy. Niestety moja droga wiodła od krakowskiego dworca, aż pod teatr Bagatela, przez co znalazłam się na najludniejszej i najbardziej zaminowanej trasie w całym mieście. Co dwa metry atakowało mnie stado napalonych wolontariuszy, potykałam się o nich jak o kłody, omijałam niczym rozwścieczone żmije.

Zbuntowałam się, dla czystej zasady nie wrzuciłam ani grosza. Bynajmniej nie wynikało to z mojego skąpstwa. Szanuję Pana Owsiaka, jednakże nigdy jakoś nie utożsamiałam się, ani nawet w najmniejszym stopniu nie angażowałam w całą tę akację. Odpycha mnie ten medialny charakter i potężna masa ludzi.

Mimo, iż nie podzielam entuzjazmu większości społeczeństwa, nie potępiam tej zbiórki pieniędzy. Ludzie od czasu do czasu lubią czuć się potrzebni, chcą pomagać, udowodnić samym sobie, że ich serca nie są takie złe, ale najlepiej, żeby nie wymagało to zbyt wielkiego wysiłku, a broń Panie Boże, jakiegoś głębszego zaangażowania.

Bawcie się dobrze, a potem wystrzelcie się ze swoim światełkiem do nieba i jeszcze dalej.

MoRmi

FLYING HIGH IN THE SKY

Dynamika. Puściłam lejce i dosłownie wyszłam z siebie. Stoję z boku i z bezpiecznej odległości, bacznie przyglądam się swoim poczynaniom. Nie zatrzymuję, ani nie staram się zmieniać toru jazdy. Pozwalam sobie pędzić tam, gdzie mnie instynkt zaprowadzi. W końcu w każdej kobiecie siedzi demon, którego należy odpowiednio pielęgnować.

Wkroczyłam na zupełnie nowe pola świadomości. Nigdy dotąd nie dostrzegłam w sobie tak bujnej fauny i flory emocji i uczuć. Niektóre systemy przeszły we mnie swoistą mutację, a na miejscu przestarzałych, wykształtowały się całkiem nowe. Tak jak ciało wyzbywa się co pewien czas obumarłych komórek, zastępując je innymi, nie zmieniając przy tym jednak ogólnej formy i kształtu ciała, tak moje wnętrze niepostrzeżenie pozbyło się przestarzałego poczucia winy i chorej ambicji.

Może po prostu przypiłowałam wyjątkowe ostre pazury swojego sumienia?

Cokolwiek to jest, czuję, że zeszłam w końcu na ziemię i zamiast tworzyć sobie jakieś absurdalne i nieosiągalne alternatywy, zabrałam się za siebie tu i teraz. Mam dość poczucia marnowanego czasu i poświęcania swojej energii sprawom, które nic nie wnoszą do mojego życia. W pojedynkę świata nie zmienię, ale kto powiedział, że koniecznie muszę to robić?

Nowy rok, czyli dzień jak co dzień. Ja tradycyjnie nie będę stawiać sobie żadnych noworocznych postanowień, a zamiast tego pouczę się japońskiego.

MoRmi