WIOSENNY IDIOTYZM

Siedzę na łóżku, oparta o ścianę, z laptopem na kolanach i patrzę w migający kursor. Czekam dłużą chwilę, lecz żadne konkretne słowo nie nadchodzi.

Intelektualne porażenie zajmuje coraz większe obszary mojego rozumu. Alergia na drukowane, mdłości wywołane zapachem biblioteki, czy chroniczne zapadanie w śpiączkę podczas wykładów, to tylko z nielicznych dolegliwości. Tym razem to nie lenistwo, ale paraliż. Brakuje mi czasu, a pozostałe wolne chwile, zamiast poświęcić na konkretną pracę, boję się, że nie zdążę… i nie zdążam. Najgorsze, że w tym wszystkim czuję się zupełnie bezsilna, jakby ten stan kompletnie nie był ode mnie zależny.

Znów utknęłam pomiędzy tym co chcę, a co muszę robić.

Moja wewnętrzna modliszka czuje się nasycona. Nie sądziłam nawet, że obecna praca ma na mnie aż taki wpływ. Przebywając wśród klubowiczów, przyzwyczaiłam się do widoku zgorszenia i zepsucia tak bardzo, że pewne rzeczy, sytuacje i postępowania, z natury chore i nieprawidłowe, uznałam za coś naturalnego i normalnego. Czasem potrzebny jest porządny kac moralny, żeby się w końcu przebudzić.

A wiosna sprzyja pobudkom.

Czerpiąc z życiowych mądrości radosnego idioty: Jeśli boli mnie głowa – znaczy, że jest
a to już postęp!

MoRmi

UMBRELLA

„You can run into my arms.
It’s okay don’t be alarm.
Come in to me, there’s no distance in between, our love.
So gon’ and let the rain pour.
I’ll be all you need and more.
You can stand, You can stand.

When the sun shines, we’ll shine together.
Told you I’ll be here forever.
Said I’ll always be a friend.
Took an oath, Ima stick it out till the end.
Now it’s raining more than ever.
Know that we’ll still have each other.
You can stand under my umbrella”

Wyprzedziłam nawet wiosnę ;)

MoRmi