KRAKOWSKA TELENOWELA BRAZYLIJSKA

Ona na nim.

On: Skąd ty masz tyle energii?

Ona: Kradnę… Tobie.”

„Skociałam” już do reszty. Mój świat staje na głowie, uszach, rękach, brodzie, nosie, łopatach, tylko nie na nogach. Po raz kolejny, jak nastolatek, upił się piwem rzeczywistości. Chwieje się tak bardzo, że z przerażeniem odnoszę wrażenie, że zaraz runie prosto na pysk i powybija sobie wszystkie zęby. Prowadzi się, jakby co najmniej zapomniał o podstawach ruchu drogowego życia. Doprawdy nie wiem kto mu sprzedał licencję na istnienie i egzystencję.

Przywdziałam wielki, śmierdzący, wyleniały kożuch pośpiechu. Stało się to, czego się obawiałam – obudziłam się z ręką w kuwecie. Mnogość obowiązków i zaległości, które wyrosły jak grzyby z nadmiaru deszczu, stoją nade mną niczym rozwścieczona żandarmeria i tłuką swoimi białymi pałkami. Otóż moi mili państwo, rozwiązałam zagadkę tajemniczych bólów głowy, dzięki czemu obejdzie się bez tomografii. Zanim jednak sesja dopadnie mnie swoimi brudnymi łapskami, zamierzam zrobić sobie krótkie, bo krótkie, ale w pełni zasłużone wakacje w Mediolanie. Planuję zapolować z oszczepem na słońce, nazbierać cały plecak piegów i dobrze się przy tym bawić. Natomiast jeśli chodzi o tę hybrydę, zwaną sesją, jakoś szczególnie mnie nie przeraża, mimo swojego groźnego wyglądu i ryku. Z doświadczenia wiem, że im mniej się przejmuję i wkładam w nią serca,
tym lepsze wyniki osiągam. Na egzaminach świat się nie kończy, a ja i tak utrzymam to żałosne stypendium naukowe.

W swoim zdziczeniu, szaleństwie i nieznośnie żywym temperamencie, paradoksalnie stałam się spokojniejsza, łagodniejsza i delikatniejsza. Wszystko dookoła przybrało postać zagmatwanej brazylijskiej telenoweli, która na siłę próbuje mnie wciągnąć w swoje absurdalne intrygi. Nie wiem skąd to się bierze, ale w ogóle się nie martwię. Mało tego, jestem pewna, że wszystko się ułoży i tym razem nie zginę marnie. Czuję, że stałam się bardziej materialna, przestałam błądzić w przestworzach i zeszłam w końcu na ziemię. Wcale nie jestem taka grzeczna, jaka być powinnam, ale mimo to przestałam warczeć i upierać się przy swoim, a pozwoliłam się prowadzić.

Jestem szczęśliwa. Zawsze byłam, ale wtedy o tym jeszcze nie wiedziałam.

MoRmi