TRANS(de)FORMACJA

„… kiedy otworzyła oczy, była kimś innym. Z zaciekawieniem przyglądała się swoim śnieżnobiałym dłoniom, jakby widziała je po raz pierwszy. Zdawało jej się, że zrobione są z najszlachetniejszej porcelany. Dokładnie badała każdą fałdkę, błądziła w labiryncie linii papilarnych, miękkimi ustami dotykała powierzchni starannie wypolerowanych paznokci, sprawdzając, czy to na pewno żywy organizm. Odziana w skromną, prostą, długą, białą sukienkę, stała pośrodku ruchliwej ulicy. Rozpędzony tłum nie zwracał na nią uwagi, gdyż jego zamglone oczy nie były w stanie jej dojrzeć. Delikatny wietrzyk muskał jej gładką szyję, twarz i włosy. Wabiona niewytłumaczalnym pragnieniem, ruszyła pod prąd. Każdy swój krok stawiała z niespotykaną rozwagą. Przepełniona wyrafinowaną gracją, zdawała się leciutko stąpać nie po brudnym i mokrym asfalcie, lecz dywanie uszytym z najdelikatniejszych obłoczków. Biło z niej przedziwne światło, które rozpromieniało i ogrzewało nawet najciemniejszy kąt ludzkiej egzystencji. Dumna, zwinna i zdecydowana, bezszelestnie prześlizgiwała się pomiędzy przechodniami, zaklętymi w apatycznej jednolitej masie, niczym łące pogrążonych we śnie kwiatów. Czując powiew jej aksamitnego dotyku i słodki zapach,  zatrzymywali się i w milczeniu, cichutko rozwijali swoje nieśmiałe płatki. Była lekka, pozbawiona materii, chociaż jej bose stopy wyraźnie dotykały twardej ziemi. Była syntezą dobra i czystej namiętności zaklętej w kobiecym ciele.”

MoRmi