MADNESS

Moją wiosnę zamroził nieświeży oddech rzeczywistości. Jej lepkie dłonie wślizgują się do umysłu i rozwijają zakurzone zwoje namiętności. Stoję w doskonale znanym mi miejscu, które prowadzi do miasta zwanego Nikąd; z atrybutami, które znów muszę schować do torby. To nie ten czas i powoli popadam w wątpliwość, czy takowy kiedykolwiek nastąpi. Swoich przewodników zostawiłam setki mil za sobą, albo przed sobą. Sama nie wiem, czy idę, czy może się cofam. Krajobraz od miesięcy do znudzenia pozostaje ten sam, a gorący popiół pod stopami nie stygnie. Wciąż przypominam księżyc w pierwszej kwadrze i waham się, czy przejść w końcu do pełni, czy wrócić się do nowiu. Jestem w stanie przeciąć wszystkie więzi i spalić mosty, ale rozsądek z determinacją wciąż trzyma moją rękę i będzie tak trwał, dopóki nie dopadnie go zaraza Obłędu.

MoRmi

LET IT GO

Nie mam zamiaru nastawiać drugiego policzka i bezmyślnie dać się zlać po mordzie. Jeśli jakiś sposób nie przynosi oczekiwanych rezultatów i zmian, znaczy, że jest bezowocny. Tak więc czas na zmianę taktyki. Jak Kuba Bogu, tak i Bóg Kubie. Każdy ma swoją granicę cierpliwości, nawet jeśli jej koniec znajduje się w punkcie początkowym.

MoRmi