FENIKS W KLATCE

Zatrzasnęłam się. Dałam się wpędzić w pułapkę, z której teraz nie potrafię się wydostać, a jedyny klucz otwierający tę klatkę posiada mój wabik i oprawca w jednej osobie. Wszystkie moje wewnętrzne struny są do granic napięte i wystarczy jeden nieostrożny ruch, by wydały z siebie wibrujący skowyt.

Utknęłam między tym czego oczekuję, a tym co mam, na siłę wciskając różnokształtne klocki w niepasujące otworki układanki. To tak nie działa. Prędzej czy później coś z tego trzeba będzie obciąć, aby połączyć te cholerne klocki. To czego oczekuję nie będzie już tym na co czekam, albo to co mam w końcu przestanie być tym co mam. Między młotem, a kowadłem: nie wiem, czy roztrzaskać sobie głowę o ścianę, czy serce o bruk. Wybór bez wyboru, miłość bez miłości i wolność bez wolności. Nie wiem ile razy jeszcze muszę się sparzyć, by zacząć ufać sobie i swojej intuicji.

Nie ma kompromisów, wszystko albo nic. Już czas wymagać. 


MoRmi

PERFEKCYJNA DZIWKA

Mknę środkiem autostrady szaleństwa. Na moich oczach rodzą się zboczenia, agresja, patologie i skrzywienia, od tych najdelikatniejszych i subtelnych, po te najbardziej ordynarne i zwierzęce. Tylko nie wiem dlaczego akurat to mnie obrały za katalizator.  Powoli zaczynam się dusić i wymiotować tymi spalinami. Dziwkę rzeczywistości jednak mało to obchodzi. Z lubieżnym uśmiechem na pysku oplata swoją ofiarę, liże pożądliwie kark i szyję, zniża się do krocza i rozpala swoimi płynnymi ruchami. Niepostrzeżenie prześlizguje się do wewnątrz i wstrzykuje jad w sam środek najgłębszej rany. Oddala się triumfalnie, ostentacyjnie rozwiera wyuzdane nogi i zaprasza do zabawy. Nie jesteśmy księżniczkami i książętami. Jesteśmy dragami – pedałami, zdesperowanymi lesbami, jednorazowymi plastikami, szmatami, czy męskimi dziwkami.

Umywajcie dłonie, izolujcie się, krytykujcie, a potem bawcie się dobrze moi drodzy Bracia i Siostry w Chrystusie Panu i przestańcie mi wmawiać, że tacy już się urodziliście.

Znudziło mnie patrzenie, grzebanie obcasem w oczodołach czaszek, zabawa żuchwą, podkładanie piskliwych głosików, czy zawody rzucania kośćmi w napalone kundle. Zmęczyło mnie stanie, więc usiadłam. Nie wiem, czy rozbijanie obozu w takim miejscu robi ze mnie bardziej zombie, hienę cmentarną czy psychopatę. Na dłużą metę chyba nie ma to różnicy. Dokoła masa świeżej padliny, więc z głodu nie umrę. Wiem, że przyjdzie taka chwila w której i piekło mnie znudzi, ale czy wtedy łańcuchy, które niepostrzeżenie wrastają w moją skórę i kości, pozwolą mi odejść?

MoRmi