TIN WOODMAN I JEGO POSĄG

Zapominałam o systematycznym dokręcaniu sprężyny, dlatego teraz wszystkie moje śrubki znowu wyszły na zewnątrz. Chyboczą się i tracą swoje nakrętki. Stoję ze śrubokrętem w dłoni, ale nie jestem w stanie wykonać żadnego ruchu, bo mam wrażenie, że któraś z części ciała odpadnie i utracę ją nieodwracalnie.

Jak stary i zniszczony posąg, w ciszy i zapomnieniu, obrastam bluszczem zobojętnienia i niemocy. Czuję, jakbym zdradzała swoje pasje. Ukrywam się za zasłoną obowiązków, karmię coraz to wymyślniejszymi wymówkami i usprawiedliwieniami. Tymczasem jedyną osobą, którą krzywdzę i okłamuję, jestem ja sama.

Sama już nie wiem, który z bałaganów jest większy.

Może już czas porzucić swój azyl i wyjść na zewnątrz? Może powinnam zaleźć sobie w końcu jakieś „koleżanki”?

MoRmi