FROZEN SPARK

Nie rozumiem ani katolicyzmu, ani chrześcijańskiego Boga. Wybrałam śmierć za kochanka, dawno temu, kiedy moje dziecięce serce pochłonęły odmęty samotności i odosobnienia. Teraz, po paru latach od rzekomego nawrócenia, wciąż czuję na swojej skórze dotyk kościanych palców, po których przechodzi mnie przyjemnie zimny dreszcz. Żyję na granicy katolicyzmu, żywiąc się resztkami z Pańskiego Stołu, które gwarantują mi zasadniczo normalną egzystencję i spokojny sen. Mimo to, moje serce wciąż wyje z tęsknoty za robaczywą ideologią i wypaczoną filozofią.

Brakuje mi stabilizacji, punktu odniesienia i podparcia. Dotychczas nie znałam swojego powołania, nie potrafiłam stworzyć dalekosiężnego i długoterminowego planu na życie, jednakże intuicja nieustannie zapewniała mnie, że cokolwiek wówczas robiłam, robiłam dobrze. Przypominało to podróż pociągiem we mgle – wprawdzie nie miałam pewności przez jakie tereny i miasta ciągnęła się linia trakcyjna, jednak wiedziałam, że doprowadzi mnie ona do celu. Od jakiegoś czasu czuję, że moje życie zupełnie się wykoleiło. Nie potrafię wrócić na dawny szlak. Niepostrzeżenie utraciłam igłę w kompasie serca, przestałam się rozwijać, a zniechęcenie i apatia pochłonęły niemalże każdy aspekt mojej egzystencji.

Ziemia uparcie wędruje po swojej orbicie, podobnie jak ludzie przemierzający każdego poranka mokre ulice miasta. Ja tymczasem stoję gdzieś na uboczu w towarzystwie gromady pytań i wątpliwości, które znów pozostają bez odpowiedzi.

MoRmi