JUST BENT

Trochę inaczej wyobrażałam sobie swoje pierwsze od długiego czasu lato w Polsce, a już na pewno nie w tak duszącej scenerii. Były zamiary, ambicje, koncepcje i na tym się właściwie zakończyło. Trochę spokorniałam przez te wszystkie lata szamotaniny i desperackich prób naszkicowania swojej drogi, dlatego nie czuję rozczarowania. Kolejny raz moje plany rozsypały się w dłoniach, jak stara księga zjedzona przez wygłodniałe mole, zanim jeszcze zdążyłam ją w ogóle otworzyć.

„I’m not broken, just bent” i dlatego chociaż boleśnie przygnieciona zaległościami, bieżącymi obowiązkami, dławiącymi relacjami i nieprzyjemnym kontekstem, moje kości mozolnie stawiają opór wzbierającemu ciężarowi. Trwam w miejscu, lecz tym razem nie mam sobie niczego za złe. Stanęłam twarzą w twarz ze swoimi obawami, które w świetle codzienności, obdarte ze swoich upiornych masek, wydają się karłowate i kruche.

Prawda jednak jest taka, że gdyby nie jego obecność i cierpliwość, zwariowałabym już dziesięć razy. Tymczasem wciąż stoję niczym nadąsana mała dziewczynka, która nie może dostać swojej zachcianki i tupię uparcie nóżkami.

MoRmi