THE DAY I REACHED LITERALLY NOTHING…

 …only survived.

Dzień. Życie.

Właściwie to nie wiem dlaczego jeszcze tu przychodzę. Jestem za „duża” na blogi, zbyt „poważna” by zajmować się internetowymi pamiętniczkami.

Pamiętnikami.

Po co pamiętać, skoro zdrowiej jest zapomnieć. W szkole jednak nie uczyli tej sztuki. Nie pokazali również na studiach, chociaż kilogramy faktów potrafiły parować szybciej niż szyby w samochodzie.

Płakałam w Norwich. Weszłam pod prysznic, puściłam gorący strumień i wyłam. Wyłam z żałosnej bezsilności, a szum wody zagłuszał każdą łzę. Przez chwilę byłam wśród ludzi, którzy rozumieli mój język, w miejscu, gdzie coś znaczyłam. Teraz wróciłam do punktu, przed którym uciekałam przez ostatnie 6 lat. Jestem tylko przerażona, że te ostatnie 5 lat studiów, w które włożyłam tyle pracy, siły i zaangażowania, nic nie znaczą. Kompletnie nic. Zero. Zrozumiałam, że kończę etap, po którym się zatrzymam. Właściwie to już stoję.

Słodkie przekleństwo, którym jestem karmiona od lat. Klątwa, która jest nierozłączną częścią mojego życia. Jałowa gleba, na której zdolne są wyrosnąć jedynie chwasty – kąkole pozbawione marzeń, celu i drogi. Step i mgła. Wieczna mgła.

Nie wiem co dalej. Nie wiem po co i którędy.

MoRmi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>