INSIDE THE „HOUSE OF THE RISING SUN”

Czy jestem agresywna?

Bez wahania odpowiedziałam wówczas „tak”. Jednakże po chwili zastanowienia zdałam sobie sprawę, że „agresywny” to niewłaściwy przymiotnik. Nie chodzi o agresję w kontekście wrogości, czy przemocy, ale o ekspresję, dynamikę, a może nawet jaskrawość. Jestem chyba bardziej dzika i nieoswojona, niż agresywna. W pewnych kwestiach mam jasne poglądy i zasady, więc jeżeli komuś one nie pasują, nie potrzebuję jego sztucznej akceptacji.

Łagodność miesza się z gwałtownością, a miękkość serca z nieustępliwością i surowością. Mam na dłoniach aksamitne poduszeczki, ale i uśpione wewnątrz pazury. Różnica polega na tym, że nie boję się i potrafię posługiwać się obydwoma. Nie lubię, kiedy ktoś robi ze mnie potulnego, ale przez to śniętego i zupełnie bezbarwnego futrzaka. Już dawno zauważyłam, że wielu mężczyzn w pewnym sensie obawia się mnie. Kiedyś trochę mnie to frustrowało, nie w kwestii związków damsko-męskich, ale zwykłej międzyludzkiej relacji. Dziś doceniam tę przypadłość, bo implikuje ona naturalną selekcję.

***

Wyszłam z siebie, rozsiadłam się wygodnie w fotelu na werandzie z tlącym, pachnący tytoniem w dłoni i z lekkim uśmiechem przyglądam się swojemu życiu. Spuściłam je ze smyczy i tylko z zainteresowaniem obserwuję, dokąd mnie ono zaprowadzi. Nie reaguję, nie prowokuję, nie daję się sprowokować, po prostu słucham i obserwuję. Czuję tylko, jak krew toczy zażartą walkę z gęstniejącą smołą w moich rozgrzanych żyłach, a Cienie powoli budzą się z hibernacji i szczerzą srebrzyste kły na widok fali wzbierającego światła. Mam władzę jednym skinieniem dłoni zarówno skręcić im karki, jak i cofnąć ową jasność. Nie robię tego jednak, ale pozwalam im być.

Oh mother, tell your children
Not to do what I have done
Spend your lives in sin and misery
In the house of the Rising Sun
The Animals – „House of the Rising Sun”

MoRmi