WORDLESS REALM

Odnoszę wrażenie, że coś się ze mną stało. To był delikatny proces, który niepostrzeżenie zachodził we mnie z dnia na dzień od bardzo długiego czasu, wiodąc niezauważenie do miejsca w którym stoję właśnie dzisiaj. Nie wiem do końca co to takiego. Nie potrafię też stwierdzić, czy to wciąż drąży i będzie drążyć we mnie swoje korytarze.

Nie mam pojęcia gdzie, ani po co tutaj jestem. Wszystko czego dotykają moje dłonie prędzej czy później zamienia się popiół. Nawet moje Cienie nieruchome, trzymają się na dystans wyczekując na dalszy rozwój wydarzeń.

 

Pogrzebałam w sobie słowa i pragnienia, pozostawiając w zamian jedynie bezkształtny bełkot i żądzę.

MoRmi

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU

Pluję jadem, pogrążam się bezwładnie w oceanie frustracji, pozbawiona kompasu błądzę po pustyni beznadziei, a w bukłaku zamiast wody pozostały mi tylko resztki bezsilności. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam tak nieogarnięta.

Po 6 latach stoję dokładnie w tym samym miejscu, bez żadnego pomysłu na życie. Wtedy jeszcze byłam zdeterminowana, dziś obdarto mnie już ze wszystkiego pozostawiając jedynie obojętność.

Nic się nie wyjaśniło. Nie wiem nawet, czy za pół roku ten stan ulegnie pogorszeniu, czy totalnej zmianie. Póki co nie mogę nic z tym zrobić. Jedynie odnoszę wrażenie, że popełniam drobne kroczki, które w pewnym momencie mogą się okazać katastrofalne w skutkach.

MoRmi

JUST BENT

Trochę inaczej wyobrażałam sobie swoje pierwsze od długiego czasu lato w Polsce, a już na pewno nie w tak duszącej scenerii. Były zamiary, ambicje, koncepcje i na tym się właściwie zakończyło. Trochę spokorniałam przez te wszystkie lata szamotaniny i desperackich prób naszkicowania swojej drogi, dlatego nie czuję rozczarowania. Kolejny raz moje plany rozsypały się w dłoniach, jak stara księga zjedzona przez wygłodniałe mole, zanim jeszcze zdążyłam ją w ogóle otworzyć.

„I’m not broken, just bent” i dlatego chociaż boleśnie przygnieciona zaległościami, bieżącymi obowiązkami, dławiącymi relacjami i nieprzyjemnym kontekstem, moje kości mozolnie stawiają opór wzbierającemu ciężarowi. Trwam w miejscu, lecz tym razem nie mam sobie niczego za złe. Stanęłam twarzą w twarz ze swoimi obawami, które w świetle codzienności, obdarte ze swoich upiornych masek, wydają się karłowate i kruche.

Prawda jednak jest taka, że gdyby nie jego obecność i cierpliwość, zwariowałabym już dziesięć razy. Tymczasem wciąż stoję niczym nadąsana mała dziewczynka, która nie może dostać swojej zachcianki i tupię uparcie nóżkami.

MoRmi